top

Archiwum

Nasz komentarz do wyników negocjacji w sprawie Dyrektywy Rady ograniczającej produkcję kurcząt brojler


Prezydencja niemiecka przeciwko polskiemu stanowisku?


Treść tytułu w pełni odpowiada sprostowaniu Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi dotyczącemu treści artykułu, zamieszczonego w „Rzeczpospolitej” nr 107 z 9 maja 2007 r., z którego wynika, że podstawowy błąd gazety polega na mylnym poinformowaniu P.T. Czytelników, że tzw. „plamę” w Brukseli dał – mówiąc kolokwialnie - nie Andrzej Babuchowski – szef Wydziału Rolnictwa w Przedstawicielstwie RP przy Unii Europejskiej, a Sebastian Filipek – Kaźmierczak – Podsekretarz Stanu w MRiRW. Tymczasem polskiego producenta drobiu nie interesuje kto reprezentuje w UE interesy naszego drobiarstwa, tylko jak je reprezentuje.


Oczywiście wszystkim producentom drobiu jest obojętne, który z reprezentujących sektor rolnictwa IV R.P. w Brukseli tak zagłosował w sprawie dyrektywy dobrostanowej dla chowu kurcząt brojlerów, że przyjęto wprowadzenie od 30 czerwca 2010 r. normy wielkości obsady 33 kg i 39 kg żywej masy/m2 powierzchni użytkowej podłogi wbrojlerni, a nie jak wnioskowało środowisko krajowych producentów 35kg/m2 i 42kg/m2. W tym momencie przypominają się słowa Adama Mickiewicza z „Pana Tadeusza” „czy instrument niestrojny, czy się muzyk myli?” . Chyba jedno i drugie, bo gdy przewodniczący obradom Niemiec stwierdził, że Polska poparła propozycję 32 kg/m2, wówczas przedstawiciel Polski stwierdził, że „spojrzał w zły dokument”.


Ze sprostowania wyraźnie wynika , że dla przedstawiciela Polski, uczestniczącego w dniu 7 maja 2007 roku w posiedzeniu Rady UE d/s Rolnictwa i Rybołóstwa, ważniejszym było „uzyskanie porozumienia politycznego”, a nie sprawa opłacalności produkcji kurcząt brojlerów w kraju.


W wyniku uzyskania tego politycznego konsensusu, będziemy produkowali na tej samej powierzchi o ok. 20% mniej kurcząt brojlerów. Nawet kilkuprocentowy wzrost stałych kosztów produkcji spowoduje, że o opłacalności w takiej sytuacji nie ma co marzyć. Żeby na rynek dostarczyć ok. 1100 tys. ton mięsa drobiowego, tak jak to miało miejsce w 2006 r., będziemy musieli powiększyć dotychczasową powierzchnię produkcyjną kurników o 20%. Kto pokryje koszty inwestycji, jak ikoszty związane zwiększym zużyciem energii przeznaczonej na ogrzanie budynków, energią elekrtyczną, obsługą itp.? Jak wywiążemy się z podpisanych umów i zbowiązań? A może komuś zależy na ograniczaniu w Polsce produkcji kurcząt brojlerów? Może komuś opłaci się importować mrożone tuszki z Brazylii czy z Tajlandii?. Tak więc chwila nieuwagi, albo nieumiejętność w artykułowaniu naszych racji przez wiceministera Sebastiana Filipka - Kaźmierczaka, stała się bardzo brzemienna w finansowe konsekwencje nie tylko dla producentów drobiu, ale także dla naszego rynku krajowego oraz handlu zagranicznego mięsem drobiowym. Jak z tego wynika trzymanie się linii tzw. „political correction” (poprawności politycznej)”, które może uzasadnione jest dla Ministra Spraw Zagranicznych, wiceministrowi rolnictwa sprawia zbyt dużą fatygę i przynosi ewidentne straty branży drobiarskiej.


Ostatnie osiągnięcia legislacyjne, takie jak nowelizacja ustawy o hodowli i rozrodzie zwierząt gospodarskich, inicjatywa ustawy „antyodorowej”, zakaz używania surowców paszowych z GMO, czy wreszcie kompletny brak zainteresowania skutkami realizacji dyrektyw „dobrostanowych” UE, działających na niekorzyść polskich producentów jaj spożywczych ikurcząt brojlerów, wyraźnie wskazują, ze Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, konsekwentnie dąży do ograniczenia w Polsce wielkostadnej produkcji drobiarskiej.

powrót