top

Aktualności

Grypa ptaków po raz ósmy. Szacunki skali możliwych strat eksportowych.


Do tej pory cztery ogniska grypy ptaków stwierdzono w województwie lubuskim, a jedno w podkarpackim. Szóste i siódme ogniska wykryto w gminie Deszczno w województwie lubuskim. Ósme ognisko to niewielka hodowla przyzagrodowa w województwie małopolskim. Ze względu na tak zwaną regionalizację (wyłączanie z handlu z niektórymi krajami województw, w których stwierdzono grypę ptaków) po województwach lubuskim i podkarpackim także województwo małopolskie będzie objęte restrykcjami eksportowymi. Nowe ogniska w województwie lubuskim  (szóste i siódme)dotyczą łącznie niespełna 18 tysięcy sztuk indyków. Ósme ognisko z małopolski (gmina Książ Wielki) to jedynie około 20 sztuk drobiu.

Zgodnie z zasadami obowiązującymi w Unii Europejskiej wykrycie grypy ptaków w danym regionie uruchamia procedurę tak zwanej regionalizacji. Oznacza to, że produkty drobiowe nie mogą być eksportowane z obszarów, na terenie których stwierdzono występowanie ogniska wirusa. Eksport z pozostałego obszaru kraju jest możliwy. Regionalizację stosują także niektóre kraje trzecie. Niestety, większość z krajów leżących poza Unią Europejską wyklucza jakikolwiek przywóz mięsa drobiowego z krajów, w których wykryto grypę ptaków.

Polski eksport mięsa drobiowego w przeważającej części (w tym roku można się spodziewać, że będzie to około 80 procent) jest eksportowany do Unii Europejskiej. Z  ponad 800 tysięcy ton mięsa wysłanych za granicę do końca października, więcej niż 600 tysięcy trafiło do czołowych 14 odbiorców europejskich. Wśród największych 16 odbiorców, oprócz krajów unijnych, były tylko Hongkong i Chiny. Statystyki nie pokazują jednak bieżącej dynamiki polskiego handlu zagranicznego. W ostatnich miesiącach firmy drobiarskie sporo pracy i pieniędzy włożyły w nawiązanie kontraktów eksportowych z krajami azjatyckimi i afrykańskimi, szczególnie z Chinami i RPA. Chłonne rynki tych państw miały zrekompensować pogarszające się perspektywy na rynku europejskim.

Trzy województwa, w których wykryto do tej pory grypę ptaków nie mają kluczowego znaczenia w produkcji drobiu w Polsce. Największe regiony w produkcji drobiowego żywca rzeźnego w 2015 roku - według danych GUS - to województwo mazowieckie 702 tys. ton, województwo wielkopolskie 494 tys. ton oraz województwo warmińsko-mazurskie 237 tys. ton. Dla porównania, województwo podkarpackie produkuje tylko 42 tys. ton żywca, a małopolskie 43 tys. ton. Produkcja wynosi ponad 100 tys. ton w województwie lubuskim, co ma związek z popularną na tamtym terenie hodowlą indyka.

Według badań GUS z 2013 roku pogłowie brojlerów w województwie lubuskim wynosiło niespełna 2,5 mln sztuk, w województwie podkarpackim prawie 2,9 mln sztuk, a w województwie małopolskim nieco ponad 2,1 mln sztuk. Największymi producentami brojlerów w Polsce w 2013 roku były: województwo mazowieckie (15,8 mln sztuk), województwo wielkopolskie (8,3 mln sztuk), województwo łódzkie (6,3 mln sztuk). Powyżej 5 mln sztuk utrzymywano także w województwach: podlaskim, śląskim oraz zachodniopomorskim.

Mimo, że sytuacja eksporterów jest bardzo trudna oraz mimo tego, że występowanie grypy ptaków w Polsce widać już w postaci presji na spadek cen żywca i mięsa drobiowego, to fakt, że choroba nie pojawiła się - jak do tej pory - w kluczowych dla drobiarzy regionach można uznać za „szczęście w nieszczęściu”. Regionalizacja umożliwia bowiem cały czas eksport do Unii Europejskiej z największych polskich regionów hodowlanych i produkcyjnych. Polskie firmy, oprócz strat związanych z rynkami pozaeuropejskimi, na które musiały wstrzymać eksport borykają się także ze zwiększoną konkurencją w Europie (inne kraje maja podobne ograniczenia wywozowe jak Polska). Jednak najważniejsze jest to, że handel jest wciąż możliwy i przebiega bez zakłóceń.

Ewentualne wykrycie grypy ptaków w kluczowych regionach będzie prawdziwą katastrofą dla drobiarstwa. Hodowcy drobiu i firmy przerabiające drób od wielu lat inwestowały w zwiększanie produkcji. Doprowadziło to do tego, że Polska jest nie tylko największym producentem drobiu w Europie, ale także do tego, że jesteśmy w około 50 procentach zależni od eksportu. Brak możliwości eksportu z głównych regionów produkcyjnych będzie więc oznaczał konieczność gwałtownego ograniczenia produkcji,  próbę ulokowania części mięsa na polskim rynku albo istotne zwiększenie zapasów. Każda z powyższych ewentualności zwiastuje ogromne problemy.

powrót