top

Archiwum

Czy wyniki „Śledztwa w sprawie polskich jaj”, przeprowadzonego przez Redaktora Grzegorza Sroczyńskiego (Gazeta Wyborcza - Duży Format Nr 37 z 1 października 2007 r.) będą miały wpływ na preferencje konsumenckie?


Śledztwo miało ustalić komu i dlaczego nie smakują polskie jaja.

Z przeprowadzonego śledztwa dziennikarskiego wynika tylko jeden pewny dowód - niekwestionowane opinie ekspertów potwierdzają bezpieczeństwo zdrowotne jaj spożywczych wyprodukowanych na nadzorowanych fermach.

Jesteśmy zobowiązani ostrzec miłośników „wiejskich jaj”: Macieja Kuronia, Karola Okrasę (szefa kuchni w Hotelu Bristol) czy Jacka Bożka z Klubu Gaja, że produkcja takich jaj nie jest nadzorowana przez Inspekcję Weterynaryjną, gdyż wg. przyjętego kryterium, fermy liczące do 350 kur, nie podlegają obowiązkowi rejestracji i kontroli weterynaryjnej. Oznacza to, że wiejskie jaja nie podlegają programom zwalczania salmonelli oraz wyłączone są spod kontroli występowania substancji niedozwolonych w żywności pochodzenia zwierzęcego, pozostałości chemicznych, biologicznych, produktów leczniczych i skażeń promieniotwórczych.

W tej kwestii lepiej więc słuchać fachowców (dr Julii Riedel z SGGW) niż kierować się modą na rzekomo zdrowe wiejskie jaja i wmawiać sobie, że mają lepszy smak.

Mimo, że „Gazeta Wyborcza” od dwóch lat bezskutecznie usiłuje obrzydzić polskim konsumentom jaja produkowane w fermach to ich spożycie systematycznie rośnie. Polskie jaja cieszą się wzięciem także na rynkach innych krajów członkowskich, czego dowodem jest wysoki poziom eksportu.

„Gazecie” nie udało się także zniechęcić konsumentów informacjami, że nawet połowa jaj kupowanych w sklepach jest nieświeża. Konsumenci zignorowali ten artykuł, bo przecież to oni kupują jaja w sklepach i wiedzą, że to nieprawda.

Na poparcie swoich wątpliwych tez o nieświeżych i niesmacznych jajach, Gazeta Wyborcza zmuszona jest albo odkopywać przedwojenne menu kury z udziałem „robaka, gąsienicy, resztek kuchennych”, albo powoływać się na negatywne skojarzenia z PRL czy też na historyczne nieudane eksperymenty żywieniowe z „wytłokami rzepakowymi".

Gazeta nie może liczyć także na sukcesy w wykreowaniu snobistycznego modelu konsumpcji „tylko wiejskie jaja mają smak” lansowanego przez znanych smakoszy i ekspertów kulinarnych. Na marginesie nasuwa się pytanie czy PT Redakcji znane są także „nie wiejskie jaja”.

Jedyny dowód w śledztwie, świadczący przeciwko „jajom ze sklepów”, to informacja, że: „Jolanta Orłowska – redaktor naczelna: ”Kuchni”, po jaja jeździ na targ w podwarszawskiej Falenicy”. Jeśli jaja ze sklepu nie smakują Tessie Caponi – Borawskiej, Maciejowi Kuroniowi i Robertowi Makłowiczowi, to efektem tej informacji może być co najwyżej wniosek, że: nie wypada, żeby redaktorom „GW” mogły smakować jaja, którymi brzydzą się takie sławy.

Bo doskonała jakość i znakomity smak jaj w polskich sklepach to nie kwestia wiary, ale fakt.

powrót