top

Archiwum

Tekst listu otwartego Krajowej Izby do gazety "FAKT" - pt. "SZCZĘŚLIWE JAJO OD SZCZĘŚLIWEJ KURY CZYLI "FAKT"-YCZNA KACZKA DZIENNIKARSKA"


Antropomorfizowanie zwierząt czyli przypisywanie im ludzkich odczuć, wrażeń i reakcji, jest objawem wyróżniającym samotne damy w określonym wieku, wypowiadające swe opinie na podstawie wieloletnich doświadczeń, zdobytych w utrzymywaniu w domu kota, psa lub papużek nierozłączek. W artykule Pani Redaktor Agnieszki Zielińskiej, promującej jaja pochodzące z przydomowego chowu kur, brak tylko hasła, że "chłopskie jaja są najlepsze".

Autorka myli chów ekologiczny z prymitywnym utrzymywaniem niosek, zachwyca się "kremową" (daltonizm?) barwą jajecznicy, której znakomity smak, przypisuje wygrzebywanym z ziemi "pożywnym robaczkom" i "zielonej trawce".

Szanowna Pani Redaktor – kura to nie krowa, owca lub koza i nawet na najbardziej zazielenionej łączce się nie uchowa. Zjadając natomiast to co Pani jej zaleca, będzie znosiła jaja o składzie chemicznym odpowiadającym pełnej tablicy Mendelejewa.

Na temat skażenia metalami ciężkimi treści jaj, znoszonych przez utrzymywane w przydomowym chowie kury, wypowiadał się już wielokrotnie krytycznie prof. hab. Zbigniew Dobrzański z Akademii Rolniczej we Wrocławiu.

Propagując sprzedaż "bazarkową" przywołuje Pani "staruszkę, która na straganie oferuje nam jaja zniesione przez kilka kurek". Żeby ze stadka, liczącego w porywach 20 kur, zebrać opłacalną do sprzedaży liczbę jaj, trzeba by je zbierać co najmniej tydzień.

W takiej sytuacji "staruszka" kupuje jaja z najbliższym supermarkecie, umieszcza je w koszyku z sieczką lub sianem (co sprytniejsze, brudzą je dodatkowo odchodami kur by wyglądały bardziej swojsko i wiejsko) i oferują do sprzedaży naiwnym dziennikarkom "FAKT-u".

Pozostaje jeszcze ustalić czy kura w chowie wolnowybiegowym "pasąca się swobodnie na łące" jest naprawdę szczęśliwa? Wg. ekspertów od zachowania się ptaków czyli "behawiorystów", podlega ona permanentnym stresom, wywołanym zmiennymi czynnikami otoczenia. Nie dość, że mozolnie musi wyszukiwać zalecane przez Redaktor "pożywne robaki" i skubać zieloną trawkę, to poza tym musi ciągle bacznie obserwować niebo czy nie zagraża jej jastrząb lub nawet zwykła wrona lub czy z boku nie podkrada się wredny lis lub pies włóczęga czy po prostu ludzki złodziej. Obserwując kurę na wybiegu łatwo zauważyć, że na każde jedno dziobnięcie w podłoże, przypada jedno zerknięcie dookoła.

Na takie stresy nie jest narażona kura "nieszczęśnica" (cytat z p. A. Zielińskiej), utrzymywana w chowie klatkowym, gdzie ma pod dostatkiem pełnowartościowej paszy i wody oraz przebywa w towarzystwie zaledwie 4 koleżanek, z którymi nie musi walczyć o byt, jak to ma miejsce na wybiegu. To właśnie na "zielonej trawce" panuje charakterystyczny, nie tylko dla kur, tzw. "peck order" czyli porządek dziobania, polegający na tym, że w stadzie jedna kura dziobie wszystkie i jedna jest przez wszystkich dziobana.

Amatorów "szczęśliwych jaj od szczęśliwej kury" nie chcę straszyć mnogością wszelakich patogennych organizmów znajdujących się na skorupie jaja, a pochodzących z ziemi.

Kurze jajo spożywcze, w pełni odpowiadające wymogom sanitarnym i dietetycznym, o pożądanym składzie witamin, aminokwasów, nienasyconych tłuszczów oraz cholesterolu, może być zniesione tylko przez kurę utrzymywaną w chowie klatkowym.

Szanowna Pani Redaktor – nie wszyscy mieszkańcy "blokowisk" są ludźmi dotkniętymi srogo przez los, a pojecie "szczęścia" jest bardzo dyskusyjne, tym bardziej gdy rozważamy je z kurzego punktu widzenia.

Prof. dr hab. Stanisław Wężyk

Instytut Zootechniki w Balicach

Prezes Krajowej Izby

Producentów Drobiu i Pasz w Poznaniu powrót