top

Archiwum

Artykuł w Pulsie Biznesu – „Paszowy Alarm”


„Branża hodowlana podnosi alarm w związku z nieuchronnie zbliżającym się terminem wejścia w życie zakazu produkowania w Polsce pasz wykorzystujących organizmy zmodyfikowane genetycznie (GMO – genetically modified organisms). Po pierwsze - pasze bez GMO są dużo droższe, a po drugie - polski rynek zaleje zagraniczne mięso, i tak produkowane z wykorzystaniem GMO. Z obu tych przyczyn czarną perspektywą dla tysięcy polskich producentów mięsa i nabiału staje się bankructwo.

Chodzi o ustawę z 22 lipca 2006 r. o paszach, która w art. 15 ust. 1 zabrania wytwarzania, wprowadzania i stosowania w żywieniu zwierząt m.in. "4) pasz genetycznie zmodyfikowanych oraz organizmów genetycznie zmodyfikowanych przeznaczonych do użytku paszowego." Ten radykalny przepis wchodzi w życie 12 sierpnia 2008 r., po upływie dwóch lat vacatio legis od dnia ogłoszenia ustawy.

Abstrahując od zasadności owego przepisu, zupełnie nieprawdopodobna okazała się jego ścieżka legislacyjna. Nie było go w rządowym projekcie ustawy, rozpatrywanym przez Sejm od 13 kwietnia 2006 r. Nie wystąpił również w obróbce komisyjnej, zatem nie znalazł się w pierwotnej wersji ustawy, uchwalonej przez Sejm 23 czerwca stosunkiem 375:1, przy 1 głosie wstrzymującym się. Również w Senacie komisja rolnictwa nie zamierzała takiej poprawki zgłaszać. A jednak jej przewodniczący Jerzy Chróścikowski, senator PiS z Chełma, nie dał za wygraną - wniósł poprawkę indywidualnie i rozpoczął błyskawiczną akcję polityczną, dzięki której 20 lipca Senat przyjął zakaz GMO stosunkiem 46:33 przy 4 głosach wstrzymujących się. Uchwała natychmiast trafiła do Sejmu, gdzie następnego dnia komisja rolnictwa opowiedziała się za odrzuceniem poprawki autorstwa Chróścikowskiego. Jednak w głosowaniu całej izby 22 lipca powtórzył się cud z Senatu - zakaz GMO został przyjęty stosunkiem głosów 210:187, przy braku posłów wstrzymujących się i 63 niegłosujących. Przeciwko zakazowi była Platforma Obywatelska, Polskie Stronnictwo Ludowe, Sojusz Lewicy Demokratycznej oraz nawet Liga Polskich Rodzin, natomiast za jego uchwaleniem - Prawo i Sprawiedliwość, Samoobrona i pojedynczy posłowie ze wszystkich klubów. Prezydent Lech Kaczyński ustawę o paszach bardzo szybko podpisał.

Wychodzi zatem na to, że jeden człowiek w ciągu dosłownie 48 godzin, pomijając wszelkie konsultacje, uzgodnienia, symulacje etc., wykorzystując za to uwarunkowania polityczne i ówczesne napięcia w rządzącej koalicji - zwróćmy uwagę, że Sejm głosował świeżo po wyrzuceniu przez Jarosława Kaczyńskiego premiera Kazimierza Marcinkiewicza, a w pakiecie na tymże posiedzeniu znalazła się m.in. samorządowa ordynacja wyborcza - doprowadził do uchwalenia przepisu o gigantycznym wręcz znaczeniu gospodarczym. Z jednej strony to legislacyjna paranoja, ale z drugiej - mistrzostwo politycznej skuteczności. Dla mnie senator Jerzy Chróścikowski okazał się znacznie sprytniejszy od posła Waldemara Nowakowskiego, który nad uchwaleniem swojej "prywatnej" ustawy o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych pracował wiele miesięcy.

Trybunał Konstytucyjny już dawno zakazał wrzucania przez senatorów poprawek "z boku", niedotyczących materii uchwalonej przez Sejm. Jednak zakaz ten obowiązuje tylko w odniesieniu do ustaw nowelizacyjnych. Gdy do Senatu trafia nowa - jak ta o paszach - praktycznie hulaj dusza, hamulców nie ma. Chróścikowski tylko to wykorzystał, na nieszczęście branży hodowlanej.

Najprawdopodobniej alarm hodowców okaże się skuteczny i zaowocuje uchwaleniem krótkiej specustawy, odsuwającej o kolejne dwa lub trzy lata wejście w życie feralnego przepisu - ale nie jego skreśleniem. Partie głosujące 22 lipca 2006 r. przeciwko jego przyjęciu dzisiaj mają ogromną większość w Sejmie i mogą zakaz GMO usunąć bardzo łatwo - zwłaszcza że także PiS rozumie, co się może stać po 12 sierpnia – ale woli politycznej chyba im nie wystarczy.”

 

Jacek Zalewski

Puls Biznesu – 10 kwietnia 2008 r.

powrót