top

Archiwum

JAJA NIE DLA ANALFABETÓW!



„Gazeta Wyborcza” okazjonalny organ Klubu Gaja, w artykule z dnia 21 kwietnia 2008 r. „Ile cierpienia jest w jajku, które jesz na śniadanie” (strona 11), ponownie „przypaliła jajecznicę”, nawołując rodaków do rezygnacji ze spożywania jaj, pochodzących z klatkowego chowu kur. Koronny argument brzmiący „żądaj jajek bez cierpienia” jest tyle nieczytelny i bzdurny co ekonomicznie nieuzasadniony z punktu widzenia każdej polskiej „pani domu”, dokonującej zakupu w większych lub mniejszych punktach handlu detalicznego. Przecież posiadającego władzę „konsumenta” p. Bożka z Klubu Gaja, nikt nie zmusza by kupował jaja zniesione w klatkowym systemie utrzymania kur. Wystarczy, że nauczy się on rozróżniać cyfry od 0 do 3 i potrafi odczytać naniesiony na każdym opakowaniu jaj, kod cyfrowy, by unikać jak ognia jaj oznaczonych cyfrą „3”, czyli pochodzących z chowu klatkowego, a nabywać oznaczone cyfrą „0” tj pochodzące z chowu ekologicznego lub cyfrą „2” – z chowu ściołowego. Warunek jest jeden - posiadanie umiejętności „czytania ze zrozumieniem” na poziomie klasy I szkoły podstawowej. Zadziwia głęboka, ornitologiczna wiedza p. Bożka, wg którego kura w klatce żyje 2-3 lata, a w naturze kilkanaście lat. Kury nieśne ze względów ekonomicznych nie opłaca się utrzymywać dłużej w intensywnym chowie czy to klatkowym czy ściołowym, dłużej niż 72 tygodnie, w tym 20 tygodni odchowu. W europejskiej „naturze” kury w ogóle są nie spotykane. Być może p. Bożek napotkał na takowe w lasach deszczowych na wyspach Jawa i Borneo, ale śmiem wątpić, że były to kilkunastoletnie osobniki, bo zaledwie tylko nieliczni dzicy przodkowie naszej kury domowej, dożywają drugiego sezonu nieśności, zjadane prze różnych drapieżników. W Polsce nie 60%, a 91% jaj spożywczych pochodzi z klatkowego chowu niosek i pod względem sanitarnym, dietetycznym i odżywczym, wyróżniają się wysokim poziomem jakości i dostępną dla każdego polskiego konsumenta ceną. Tych walorów nie można przypisać jajom pochodzącym z tzw. chowu ekologicznego lub drobnostadkowego inaczej przydomowego, które z reguły mają zabrudzoną skorupę, z całym wachlarzem różnego rodzaju bakterii chorobotwóczych, a żółtko i białko zawiera sporą część tablicy Mendelejewa, różnych pierwiastków, szkodliwych dla zdrowia konsumenta. Ostatnie badania, przeprowadzone w Europie Zachodniej, wykazały w treści jaj zniesionych w chowie wolnowybiegowym, 3-4 krotne przekroczenie poziomu dioksyn, dopuszczonego normami UE. Trzeba mieć ogromną dozę pewności siebie, albo zupełny brak krytycyzmu w odniesieniu do swej wiedzy, by komukolwiek narzucać spożywanie tylko jaj pochodzących z chowu ekologicznego lub przyzagrodowego. Mamy przecież wolny rynek, a konsument potrafi przeczytać „ze zrozumieniem” wszelkie informacje o produktach żywnościowych, naniesione na opakowaniu. A jak wg „Eurobarometru” 60% Polaków chce płacić więcej za jaja czy mięso „bez cierpienia” (cyt. z artykułu), to niech płacą – nikt im tego nie zabrania. „Ucierpi’ napewno ich kieszeń oraz zdrowie (Salmonella itp). Z powyższego zatem jasno wynika, że: JAJA TO ŻYWNOŚĆ NIE DLA ANALFABETÓW.

P.S. Ze zwykłej ciekawości chciałbym wiedzieć, gdzie i w jakie jaja zaopatruje się Szanowna Żona p. Bożka, o ile oczywiście ze względów ekologicznych, taką posiada?
powrót